Zakażenia szpitalne są obecnie jedną z głównych przyczyn chorób zakaźnych. Stanowią one zagrożenie nie tylko dla pacjentów, ale również dla personelu medycznego. Sytuacja ta dotyczy szpitali na całym świecie. Wśród przyczyn rosnącej liczby zakażeń klinicznych wymienia się m.in. wielokrotne stosowanie urządzeń jednorazowego użytku lub ich brak, niedociągnięcia w realizacji procedur dezynfekcyjnych i sterylizacji sprzętu medycznego, jak i procedur higienicznych.
Nie tylko pacjenci są zagrożeni
Kilkadziesiąt tysięcy spośród 1,3 mln pracowników polskiej służby zdrowia ulega co roku przypadkowym zakłuciom ostrymi narzędziami medycznymi. Ryzykują zdrowie i życie narażając się na zakażenie śmiertelnie groźnymi wirusami HBV, HCV i HIV.
Dokładna liczba lekarzy, pielęgniarek i pracowników pomocniczych (np. sprzątających), którzy przypadkowo ranią się igłami lub skalpelami, nie jest znana. Zranione osoby często bagatelizują zdarzenie, mimo że obowiązujące procedury wymagają od nich każdorazowego zgłoszenia. Badania sugerują, że nawet 60 proc. przypadkowych zakłuć nie jest zgłaszanych przez poszkodowanych.
Kwestia wypadków i zakażeń nie zawęża się jedynie do personelu mającego bezpośredni kontakt z pacjentami, ale dotyka także inspektorów, nadzorców więzień, kuratorów, personel zagospodarowujący odpady medyczne, dozorców i innych.
Wśród pacjentów grupy podwyższonego ryzyka na zakażenia stanowią chorzy hospitalizowani w oddziałach intensywnej opieki medycznej, pacjenci ze skrajnych grup wiekowych (poniżej 1 roku życia i powyżej 65 roku życia), pacjenci obciążeni przewlekłymi schorzeniami (np. dializowani, z cukrzycą), chorzy z poważnymi zaburzeniami odporności (np. choroba nowotworowa) oraz po urazach wielonarządowych i oparzeniach.
Zapobieganie skuteczniejsze niż działania naprawcze
W Europie nadal w kwestii zakażeń szpitalnych funkcjonuje model działań naprawczych zamiast zapobiegania. Niestety zakażenia spowodowane przypadkowymi zakłuciami to duży koszt. Krótkoterminowa terapia po przypadkowym zranieniu może kosztować od kilkuset do kilkunastu tysięcy złotych (w zależności, jakie ryzyko występuje w danym przypadku). Długoterminowe koszty, jeżeli dojdzie do zakażenia, są znacznie większe. Obejmują nie tylko leczenie i ewentualne odszkodowanie, ale również niewymierne koszty trwałej utraty zdrowia.
Rozwiązanie problemu zakażeń szpitalnych wymaga precyzyjnych uregulowań prawnych, udziału wyspecjalizowanego personelu oraz zmiany charakteru podejmowanych działań z naprawczych na zapobiegawcze. W ten trend wpisują się projektowane uregulowania wspólnotowe, które zmierzają do ograniczenia ilości przypadkowych zranień wśród personelu medycznego.
Parlament Europejski wydał w 2006 roku rezolucję rekomendującą Komisji Europejskiej powzięcie środków związanych z kwestią ochrony przed przypadkowymi zakłuciami. Na jej mocy Komisja wydała w stosunku do wszystkich krajów UE zalecenie mówiące o stosowaniu urządzeń jednorazowego użytku w przypadkach kontaktu z krwią, gdy jest to możliwe.
80 proc. amerykańskich szpitali używa jednorazowych nakłuwaczy
Amerykański rząd po raz pierwszy zajął się problemem przypadkowych zakłuć w roku 1991, wydając zalecenia dotyczące sposobów postępowania w kontakcie z krwią. Od 2000 roku w Stanach Zjednoczonych obowiązuje na poziomie federalnym Needlestick Protection Act, który w bardziej bezpośredni sposób zobowiązał służbę zdrowia do przeciwdziałania przypadkowym zakłuciom.
Według badań Frost&Sullivan, wykonanych na zlecenie HTL-STREFA w 2006 r., aż 80 proc. szpitali amerykańskich stosuje jednorazowe nakłuwacze bezpieczne a rynek wciąż rośnie ze względu na rosnącą świadomość pacjentów i personelu medycznego oraz wymogi prawne.
Kraje jak USA, Kanada, Wielka Brytania czy Australia wdrażają szeroko zakrojone programy walki z wypadkami w szpitalach, a pomimo to liczba zakażeń rośnie z roku na rok. W Europie kontynentalnej, a tym bardziej w krajach rozwijających się, do których zaliczymy również Polskę, świadomość zagrożenia pozostaje na niebezpiecznie niskim poziomie.
Popularyzacja bezpiecznego sprzętu medycznego oraz dostrzeżenie jego zalet przez zarządzających jednostkami służby zdrowia stanowi wyzwanie nie tylko dla epidemiologów, ale także dla pracowników i pacjentów.